zaloguj się

« Zluźniony guziec, czyli Zabrze wraca na scrabblową mapę »

Bartek Morawski, 2015-07-20 23:42:30

Uczestnicy XX Mistrzostw Górnego Śląska i Zagłębia Po paru latach nieobecności na mapie Polski, Zabrze przyjęło w swe progi owładniętych żądzą anagramowania scrabblistów. Jak na Siódemkę przystało, nie mogliśmy wystawić innej liczby reprezentantów niż 7 – w szranki stanęli Fotu, Szpak, Łyszałd, Vince, Lord HP, Dario Naharis, Bodo i Mitochondrium. Tak – siedmiu, Vince to transfer z GKSu, nie liczy się. Na wstępie warto zaznaczyć, że 11 rund turnieju było rozgrywane wielce kontrowersyjnym system Dubov, który sprawia, że teoretycznie słabsi zawodnicy lepiej losują niż pierwsza 10 rankingu. Pierwszą ofiarą systemu stał się Vince, który ostatnio (ponad pół roku) ma ciche dni z woreczkowym i wykonał falstart w pierwszej rundzie. Dubov okazał się jeszcze bardziej nikczemny, ponieważ postanowił parować naszych klubowiczów ze sobą od początku – Adaś z Darkiem, w drugiej Gosia z Bogusiem, w 4 pojedynek z przyszłym MP Rysiem i AMP Darkiem, los nie był łaskawy...

W dużym skrócie – jednym szło nie najlepiej, drugim jeszcze gorzej. Nadzieją na drugi dzień byli Bodo z 6 zwycięstwami oraz Lord z 5, czając się z niskim skorem. Nie byłbym sobą, gdybym nie przytoczył anegdotki z dnia pierwszego – otóż miałem przyjemność zagrać z pewną scrabblistką. Podchodząc do stołu zostałem uraczony komentarzem „szykuje się masakra”. Cóż, nie ukrywam, że taki był mój plan, ale postanowiłem nie odkrywać wszystkich kart przed rozpoczęciem partii. Od słów do czynów – IZOLEKSA 65, MYGŁĘ 53, OBEZNANY razy 4, WYDAJŻE 85, w skrócie – po 6 ruchach było 330 do 110, a moja oponentka raczej nie przekraczała 15 pkt na ruch. Na planszy są otwarte dwa miejsca na x9 i mam dobierać kolejne 7 liter. W tym momencie moja przeciwniczka kładzie DOGU tak, że wystawia U na kolejne miejsce razy 9 z komentarzem „aaa, tak szybciej skończysz”. Zdębiawszy patrzę na to, co dolosowałem – ZLŹMIAŃ – i szybka analiza „Hm… gdyby zamiast M miałbym N, to wchodzi ZLUŹNIAŃ razy 9, Ź razy 2, łącznie jakieś 337 pkt. Nie najgorzej…” Problem taki, że jest M, a nie N. Na 40 liter w worku były 3 N i 2 blanki. OK, jakaś szansa na dobranie jest, ale co by tu zrobić, żeby nie zablokowała? Dobra, jest plan – wywalam samo M kładąc OM tak, że kończy się tuż przed premią razy 3 i jeszcze tak dociskam to M do planszy, sugerując dokładne miejsce, gdzie moja rywalka powinna zagrać w następnym ruchu. Chwila prawdy przy losowaniu – dobieram blanka... Emocje rosną, za chwilę jest szansa na położenie prawie najdroższego ruchu w historii rozgrywek, dużo liter w worku, jest realna okazja na 800 pkt! W tym momencie przeciwniczka kładzie WKUJE druzgocąc moje marzenia, racząc mnie komentarzem „niewykorzystane okazje się mszczą!”. Piękna gra, prawda?

Sytuacja na planszy przed wymianą i położeniem słowa FAKOSZER W jako takich nastrojach zjawiliśmy się w niedzielę, żądni krwi (masy blanków i scrabbli). Po dwóch rundach najsmutniejszy był Bodo, który jak się wydawało, nie zasmakowawszy jeszcze zwycięstwa drugiego dnia, ma niewielkie szanse na tryumfy. Boguś popisał się jednak wspaniałym finiszem i ostatecznie wdrapał się na 3 miejsce podium. Brawo! Mimo wcześniejszych zapowiedzi o bojkot ostatniej rundy (bo Dubov) Vince wylądował na pierwszym stole ze Skrobim, który zapewnił sobie zwycięstwo na grę przed końcem, a Yohu realnie mierzył w drugie miejsce w przypadku wygranej ze swoim imiennikiem z Rudy Śląskiej. Ani jeden, ani drugi nie sprostał, a pierwszy na do widzenia dostał headshota FAKOSZER – jak widać kunszt zwycięzcy (: Tak na marginesie, czy guziec nie może być po prostu guźcem, ale musi mieć inną nazwę? Ech, ech, ech. Ostatecznie w pierwszej dziesiątce skończyli jeszcze Darek (5) i Adaś (9). Trochę mniej powiodło się pozostałym Siódemkowiczom, ale odbijemy sobie w Grodzie Kraka!

Na zakończenie przesyłamy podziękowania Maćkowi Śliwie, który po kilkuletniej przerwie z powodzeniem reaktywował rozgrywki w Zabrzu – było super, za rok wracamy! Szczególnie szczęśliwy z miejsca turnieju jest autor tekstu, który mieszka dosłownie za lasem od miejsca rozgrywek (to nie jest duży las…). W ramach zakończenia uczestnicy zostali obdarowani upominkami, w tym wspaniałym okularami przeciwsłonecznymi aka Leon Zawodowiec.

Cóż – może i nie poszło najlepiej, ale niektórzy czują, że ich czas nadejdzie w Krakowie – drżyjcie! Lub żryjcie litery. Najlepiej to obie rzeczy naraz. A w środę widzimy się w klubie, kto się nie zjawi ten trąba!

5 komentarzy

#1korry

15:28:39, wtorek 21 lipca 2015 r.
był jeszcze Michał Puchowski

#2opoq

23:31:09, wtorek 21 lipca 2015 r.
żżoną

#3Vince

15:23:25, środa 22 lipca 2015 r.
Michała z żoną serdecznie przepraszam - następnym razem nie dopuszczę do takiego niedopatrzenia!

#4sozolog

12:39:15, wtorek 4 sierpnia 2015 r.
Chyba muszę sę wreszce pojawić i przypomneć o sobie ;)

#5opoq

13:04:46, wtorek 11 sierpnia 2015 r.
no, coś Cię ostatnio wsiorbało ;)

Dodaj swój komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

Komentując możesz używać składni Markdown.

Get Adobe Flash player

nasza strona na facebooku
galerie
tajskie kości ;)
tajskie kości

wersja „nie wszystko Wam wolno, robaczki”, powstała w styczniu 2014 © bodo