zaloguj się

« Kolejny jubileusz w "Siódemce" - 300. turniej »

Marek Reda(ktor), 2010-06-22 01:20:26

Fotutort urodzinowy Zamiast maratonu scrabblowego zapowiadanego na miniony weekend na Dolnym Śląsku Siódemkowicze, zarówno ci zrzeszeni jak i nie (oraz przyjaciele Siódemki) mieli okazję spotkać się w Górach Bystrzyckich. Wszystko to za sprawą Rysia Korpalskiego, który przygarnął do swojej górskiej chaty Dolnoślązaków oraz zbłąkanego mazowszanina.

Spotkanie rozpoczęło się w piątek od grilla na którym smażyły się indyki i karkówki. Oprócz zakąszania zebrani w Wójtowicach zajmowali się piciem różnych rodzajów trunków oraz zasypianiem przy meczu Anglia - Algieria. Impreza nie trwała do późna, gdyż już następnego dnia wszyscy dość wcześnie zebrali się na śniadaniu, zbierając siły na wyprawę ścieżką dedaktyczno-edukacyjną. Dzięki ścieżce i tablicom dedaktycznym poznaliśmy wiele rodzajów szyszek. Długą i nieciekawą podróż (bo w końcu wszystkie widoki zasłaniały góry) umilaliśmy sobie grając w ulubioną grę Siódemkowiczów. I tak Marcin był niespodzianką, Fotu niedzielą palmową, a Labi nie był wbrew jego domysłom powiązany z wielorybami, ani z biciem Niemca po kasku.

W wesołej atmosferze dotarliśmy do Spalonej, chociaż nie widziałem na miejscu żadnych zgliszczy. Nawet jakby coś się tam jeszcze jarało, to wody było pod dostatkiem w pobliskich stawach. Ze stawów Rysio, Marcin i Wojtek dzielnie złowili nam obiad, wygrywając tym samym zawody pstrongmenów. Powrót był znacznie krótszy dla niemal wszystkich z wyjątkiem Greena i Asi, którzy bardzo lubią adrenalinę i postanowili zabłądzić w górach. Szczęśliwie obyło się bez telefonu do GOPR-u, gdyż wrócili na tyle szybko, że nikt nie zdążył się jeszcze stresować.

Z zakwasami w nogach rozpoczęliśmy 300. turniej siódemki. Najlepszą taktykę zdecydowanie zastosował Suchy, który nie poszedłszy w góry zaoszczędził tak dużo sił, że ogrywał niemal wszystkich jak leci. Do ósmej rundy nie miał porażki na koncie, ale po piętach deptała mu Fotu. Dla jeszcze większych emocji Tomek przegrał w przedostatniej rundzie, jednak w ostatniej nie dał sobie zabrać zwycięstwa w turnieju. Na uwagę zasługuje także dobry występ debiutującego imiennika kandydata na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej - Bronka Parady. Z pięciu partii wygrał trzy zaskakując wielu doświadczonych graczy swoimi umiejętnościami. Ponadto polaniczanin-zdrojanin zapowiedział swój udział w turnieju PFS we Wrocławiu. Niestety, nie wiedzieć czemu nie zechciał skorzystać z zaproszenia na turniej do Ełku.

Po wyczerpujących 10 rundach turnieju część poległa od razu w łóżkach, inni zaś jeszcze o czymś debatowali (ale sam tego nie wiem :P). Następnego dnia odbył się kolejny 301. turniej. Wiele osób przestrzegało Wieloryba przed wyczynem Dominika, który ongiś wygrał turniej, a na następnym spotkaniu był ostatni. Jednak Tomek szedł jak anagram ze słowa arbuz i przed ostatnią rundą już tylko wołominianin mógł mu przeszkodzić w drugim triumfie z rzędu. Za sprawą dziewięciokrotnych wigwamów tak się nie stało i z kompletem zwycięstw Aztech wygrał 301. turniej. Potem był znowu grill, jednak niektórzy już musieli się zbierać do Wrocławia i tam oddać głos w wyborach na prezydenta, dlatego w tym miejscu musi skończyć się opowieść o tym, co działo się w Wójtowicach.

Mimo to, mogę opowiedzieć o tym, co działo się we Wrocławiu, o izopletach i innych ciekawostkach, jednak póki co potrzebujemy wraz ze śledczym Grzegorzem W. większego materiału dowodowego.

Dodaj swój komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

Komentując możesz używać składni Markdown.

Get Adobe Flash player

nasza strona na facebooku
galerie
tajskie kości ;)
tajskie kości

wersja „nie wszystko Wam wolno, robaczki”, powstała w styczniu 2014 © bodo